This post is part of a series called Grenlandia 2025 Ostatni dzień grenlandzkich aktywności spędzamy na blisko 20 kilometrowym trekingu, od Ilulissat do Oquaatsut. Treking jest piękny, bo bardzo różnorodny….
This post is part of a series called Grenlandia 2025 Ostatni dzień grenlandzkich aktywności spędzamy na blisko 20 kilometrowym trekingu, od Ilulissat do Oquaatsut. Treking jest piękny, bo bardzo różnorodny….
This post is part of a series called Grenlandia 2025 Jeśli kiedykolwiek marzyliście o miejscu, gdzie natura gra pierwsze skrzypce, to Ilulissat jest idealnym kierunkiem. To miasteczko dosłownie żyje w…
This post is part of a series called Grenlandia 2025 Noc przyniosła nam zorzę, która rozbłysła nad naszym hotelem. Wszak zanieczyszczenie światłem miejskim spowodowało, że nie była aż tak doskonale…
This post is part of a series called Grenlandia 2025 Zorza była, szkoda tylko, że KTOŚ nie dotrzymał słowa i nie obudził nas. Wprawdzie twierdził, że budził, ale jak po…
This post is part of a series called Grenlandia 2025 Po wczorajszych doświadczeniach dzisiaj grupa się podzieliła. Łukasz i Mirka reprezentują większość, która postanowiła eksplorować tereny wokół chaty, ja ratowałam…
This post is part of a series called Grenlandia 2025 A więc stało się! Po 8 latach wracam do jednego z dwóch miejsc, dzięki którym rozkwitła moja miłość do Arktyki….
Po emocjonujących dniach na Grenlandii czas wracać! Poranek zaczyna się dramatycznie – zaspanie, błyskawiczne pakowanie i sprint na lotnisko. Ale udało się! Kończymy wyprawę z głowami pełnymi wspomnień i kartami pamięci wypełnionymi zdjęciami. Grenlandia to miejsce surowe, piękne i pełne kontrastów – od uśmiechniętych Inuitów, przez wysokie ceny, po chaos miasteczek. To doświadczenie fotograficzne dało mi nowy zastrzyk inspiracji, a format takich wypraw zdecydowanie trafia na listę do powtórki. Kto wie, gdzie ruszymy następnym razem?
Czas wracać! Pożegnanie z Grenlandią zaczynamy od lotu z Ilulissat do Kangerlussuaq, a potem prosto do Kopenhagi. Logistyka, transfery, brak czasu na zakupy i ostatnie uściski z Marcinem, który rusza w kolejną podróż z nową ekipą (miejmy nadzieję, że mniej spragnioną whisky 😉). Grenlandia zostaje za nami, ale wspomnienia i tysiące zdjęć zostaną na zawsze!