Zorza była, szkoda tylko, że KTOŚ nie dotrzymał słowa i nie obudził nas. Wprawdzie twierdził, że budził, ale jak po 30 minutach wstałam za ustawionym budzikiem, żeby szukać zorzy, zrozumiał, że podczas budzenia poszło coś nie tak. Rankiem próbował zbagatelizować temat, ale zorzy nie da się tak potraktować. Kara będzie …
Przed południem wypłynęliśmy w kierunku Sarfannguit. Zanim jednak tam dopłynęliśmy, zatrzymaliśmy się jeszcze w otwartych wodach fiordu Amerloq, albowiem Sven – nasz kapitan – widział tam humbaka. I rzeczywiście, młody humbak machnął dwa razy swoim cudnym ogonem zanim odpłynął w wodach fiordu.
Sarfannguit to maleńka osada licząca zaledwie 100 mieszkańców. To jedno z tych miejsc, gdzie czas płynie inaczej, a życie płynie w zgodzie z rytmem natury. Domy w jaskrawych kolorach kontrastują z surowym otoczeniem, a wszędzie panuje spokój, którego próżno szukać w naszym świecie. Ludzie prowadzą tu proste choć twarde życie. Dopiero przy takim zderzeniu światów dociera do nas w jak komfortowych i cieplarnianych warunkach sobie żyjemy.
Spacerując po Sarfannguit, mogliśmy poczuć atmosferę prawdziwej Grenlandii oraz posłuchać opowieści Svena, który przybliżył nam nieco historię i teraźniejszość życia Inuitów. Przybliżył nam trudną codzienność rybaków, opisał wyczekiwanie rodziców, którzy świętują urodziny dziecka dopiero pół roku po urodzeniu (bo wcześniej mogą nie przeżyć), opowiedział o pracujących zaprzęgowych psach grenlandzkich, które wiodą życie zupełnie inne niż nasze terierów.
Sama wioska leży na półwyspie pomiędzy fiordem Itinneq a malowniczą zatoką Sarfannguit Kangerluarsuat. Miasteczko otaczają wysokie góry, głębokie fiordy i rozległe przestrzenie tundry. Sama nazwa Sarfannguit oznacza „miejsce z prądami wodnymi” – i rzeczywiście, okolica znana jest z silnych nurtów w wąskich przesmykach fiordu. To także lokalizacja o dużym znaczeniu kulturowym. W 2018 roku wpisano ją na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako część obszaru Aasivissuit – Nipisat: Inuitski teren łowiecki między lodowcem a morzem. Region ten przez tysiące lat był miejscem polowań i osadnictwa Inuitów, a do dziś widać tu ślady dawnych kamiennych konstrukcji i tradycyjnego stylu życia.
Wracamy do Sisimiut, do odrobiny cywilizacji, skąd zaczniemy przemieszczać się w kierunku Ilulisat, gdzie czekają na nas jedna z najbardziej aktywnych lodowców na świecie, które wyrzucają do fiordu ogromne masy lodu następnie dryfującego jako gigantyczne góry lodowe w kierunku Oceanu Atlantyckiego. To właśnie stąd pochodzić miała góra lodowa, która zatopiła Titanica.






