Są takie eskapady, po których długo jeszcze wraca się myślami na szlak. Nasza wyprawa granią Karkonoszy do nich zdecydowanie należy. Cztery osoby, dwa teriery (Fifi została z Mamusią w domu), plecaki cięższe z każdym dniem i trzy dni na górskiej grani. Bez pośpiechu, z noclegami w schroniskach i z planem, który idealnie zagrał z pogodą. Łącznie: 38 km, 1540 m przewyższenia i widoki, które nagradzają każdy trud.
Dzień 1: Jakuszyce → Moravska Bouda
Startujemy w Jakuszycach, miejscu, które zawsze daje poczucie, że góry są „na wyciągnięcie ręki”. Szerokie szlaki, łagodne podejścia i pierwsze widoki pozwalają spokojnie wejść w rytm marszu – co przy dwóch ciągnących Airedale terierach ma ogromne znaczenie. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że pierwszy dzień będzie najdłuższy. To wtedy budujemy dystans i przewyższenia, ale jesteśmy też najbardziej wypoczęci. Dodanie 1 km do planowanych 13,5 km nie wywołało szybszego bicia serca. No może na Śnieżnych Kotłach, gdzie się zatrzymujemy, by złapać oddech i napatrzeć się na piękne, surowe i strome krajobrazy. To zdecydowanie jedno z naszych ulubionych miejsc w Karkonoszach.
Dopiero przy skręcie do „naszego” schroniska uświadamiamy sobie, że rezerwacja jest zrobiona 3 km dalej i wyżej … Skrzydełka podcięte, zwłaszcza, że widać po Lumisi, że już ma dość. Nie mamy jednak wyjścia. Idziemy …
Nocleg w Moravská Bouda po czeskiej stronie to idealne domknięcie dnia: ciepło, spokojnie, górsko. Kwaśnica, Moravsky przysmak (knedliki z wołowiną) i czeskie piwo wieńczy ten dzień 🙂
Dzień 2: Moravska Bouda → Dom Śląski
Drugi dzień to już pełnoprawna grań. Otwarta przestrzeń, zmieniające się światło, surowy krajobraz i ten charakterystyczny karkonoski klimat – trochę wiatru, trochę słońca, trochę chmur. A po drodze, widok na Mały i Duży Staw z klimatyczną Samotnią na dole. No dobra, pamiętamy ją jako klimatyczną z Wielkanocy w 2023, a po zmianach (!) nie wiemy czy ten wspaniały klimat został utrzymany. Tymczasem, im bliżej Dom Śląski, tym bardziej czuć, że jesteśmy w jednym z najbardziej kultowych miejsc w Sudetach. Schronisko nie tylko tętni życiem, ale wręcz pęka w szwach. Wystarczy jednak odejść kilka minut od głównego ciągu, żeby znów znaleźć ciszę.
Wieczorem – przy grzańcu i gorzkiej żołądkowej – zapada decyzja: jutro wstajemy bardzo wcześnie…
A po gorzkiej żołądkowej Fibak zarządza nocne zdjęcia!
Dzień 3: Droga Jubileuszowa o świcie → Przełęcz Okraj
Pobudka przed świtem. Czołówki, cisza i niemal puste szlaki. Droga Jubileuszowa, która zimą jest zamknięta, tym razem – z powodu braku śniegu – jest otwarta.
Wejście nią o tej porze to czysta magia. Światło powoli odsłania kontury gór i cudowny widok na rozświetlony Karpacz i całą Kotlinę Jeleniogórska, kolory zmieniają się z minuty na minutę, a my mamy wrażenie, że Karkonosze są tylko dla nas… i dla kilkudziesięciu innych ludzi! Wschód słońca zostaje w pamięci na długo – takich chwil nie da się zaplanować co do minuty, ale kiedy się trafią, rekompensują wszystko. Nawet przeokrutne zimno. Zejście do Przełęcz Okraj zamyka całą trasę piękną klamrą.
Zmęczeni i głodni, bo Jelenka była zamknięta dla „obcych” i zostaliśmy tylko na batonach i orzeszkach, ale z tym szczególnym spokojem, który pojawia się tylko po kilku dniach w górach.






