- Pierwszy zachwyt Małą Fatrą
- Fi-Fibaki Orange Team na Krivaniach
- Granią Małej Fatry
Mała Fatra rzuciła nas na kolana swoim ukształtowaniem terenu. To miejsce to jakby kompilacja najpiękniejszych zakątków zabranych z Tatr Zachodnich, Quirangu na szkockiej Isle of Skye i nowozelandzkiego Rohanu. Słoneczna pogoda spotęgowała ten efekt.
Fakt, że często się zakochuję w górach, ale to będzie miłość na dłużej 🙂
Gondolową kolejką we Vratna wjeżdżamy na górę, w ciągu 12 minut pokonując 750 metrów przewyższenia. Kolejka gondolowa to niestety kolejna okazja do stresu dla Fifi. To się rusza, to buczy i jeszcze płynie w powietrzu. W ten stronę Łukasz trzyma ją na kolanach, by się nieco uspokoiła. Dobrze, że w rodzinie pojawił się ktoś kto się boi wysokości bardziej ode mnie 🙂
Z górnej stacji kolejki startujemy na Velky Krivan (1709 m n.p.m.), który jest najwyższym szczytem pasma Małej Fatry. Ścieżka bywa stroma, ale nie przysparza żadnych kłopotów. Większym problemem staje się słońce i żar, który leje się z nieba. Jesteśmy wyposażeni w wodę, Fifi dodatkowo w kamizelkę chłodzącą, ale słońce to słońce, może wykończyć.
Z Velkiego Krivania wspaniałe widoki na Chleb, Stoha i oba Rozsutce oraz Maly Krivan z drugiej strony. Zatrzymujemy się tam na chwilę, by pokontemplować ten moment. Przed nami jednak kolejne kilometry i podejścia, więc ruszamy dalej, ku grani prowadzącej na Maly Krivan.
Wydawać by się mogło, że Maly Krivan nie zajmie nam dużo czasu, bo to tuż-tuż. Ze szczytu Velkego Krivania nie widać jednak, że z Piekelnika trzeba zejść na Sedlo Bublen i dopiero stamtąd zacząć podejście. Podejście jest ostre, z tych co to gwarantuje szybkie zdobywanie wysokości. Potem szlak się nieco wypłaszcza, ale wiedzie trawersem, który w niektórych momentach (tam, gdzie trawers jest przerywany) mnie zatrzymuje na … złapanie oddechu i wyprostowanie pozycji ciała. Łukasz twierdzi, że idąc prosto lepiej się kontroluje balans, ale mnie chodzenie na czterech w takich miejscach nie przeszkadza …
Na samym Malym Krivaniu (1671 m n.p.m.) sporo ludzi, ale też sporo miejsca na zachowanie odpowiedniego dystansu. Podziwiamy widoki, tym razem na Velky Krivan, posilając się kanapką z pasztetem (tą oczywiście muszę się podzielić z naszym czworonożnym przyjacielem). Pies ledwo doszedł na szczyt, ale ma energię by merdać ogonem i prosić o pasztet. Hmmm …
Alarm burzowy w Suunto oraz ciemnoszare chmury na niebie podpowiadają odwrót. Gdy przechodzimy ten jeden fragment wyeksponowanej grani, mogę spokojnie iść dalej. Wracamy do Sedla Bublen. Stamtąd żółtym szlakiem schodzimy w dół, by za chwilę niebieskim trawersować górę, aż do górnej kolejki stacji, skąd zjeżdżamy w dół do Vratnej.
Pies padł jak tylko weszliśmy do pokoju. Fibak również padł, na szczęście dopiero po tym jak narobiliśmy w sklepie zapasów Studentskiej, Zlatego Bažanta i Lentilków 🙂




































