Moja przygoda z Grenlandią zaczyna się przed 19, kiedy grupa pod wodzą Marcina Dobasa zbiera się na lotnisku. Z Warszawy odlatuje nas ośmioro, każdy z różnymi oczekiwaniami względem tej foto wyprawy.
Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Jako że Grenlandia nie jest najpopularniejszą turystyczną destynacją z Warszawy, lecimy przez Kopenhagę.
Na miejsce docieramy ok 22. Bagaże, pociąg, hotel, i ta do następnego dnia.
Zanim jednak się to stało, zakupiona na strefie cytrynówka pomogła mi przełamać pierwsze lody. I tak o to zaprzyjaźniam się z Krystyna. Niech nikogo nie zmyli rocznik 1951 – wszak niektórzy twierdzą że to dobry rocznik 🙂 Krystyna jest księgową z własną firmą, świat zwiedza od 20 każdego miesiąca, kiedy zostaną wysłane deklaracje podatkowe, a z podróży przywozi zdjęcia, które wygrywają kolejne konkursy. Do tego jest zapaloną kibicka siatkarską, która jeździ za drużyna. Naturalnie zyskuje w moich oczach. Pół litra później jednak kładziemy się spać, licząc na brak bólu głowy rano 🙂

Grenlandia 2017
" data-medium-file="https://i0.wp.com/fibakiwpodrozy.pl/wp-content/uploads/2018/02/IMG_7172.jpg?fit=300%2C225&ssl=1" data-large-file="https://i0.wp.com/fibakiwpodrozy.pl/wp-content/uploads/2018/02/IMG_7172.jpg?fit=920%2C690&ssl=1" />

1
" data-medium-file="https://i0.wp.com/fibakiwpodrozy.pl/wp-content/uploads/2018/02/DSC_6960.jpg?fit=300%2C199&ssl=1" data-large-file="https://i0.wp.com/fibakiwpodrozy.pl/wp-content/uploads/2018/02/DSC_6960.jpg?fit=920%2C609&ssl=1" />
