Wyjechaliśmy wcześnie rano mając w perspektywie 1000 km do Pizy oraz utrudnienia na naszej trasie w związku z Mistrzostwami Europy, które w tym roku mają się odbyć w Austrii i Szwajcarii. Przejazd z Mikulowa do autostrady okazał się być koszmarnym pomysłem. Roboty drogowe okazały się być gorsze niż w najczarniejszym scenariuszu, a dodatkowo musieliśmy przejechać caly Wiedeń by wjechać w końcu na autostradę. 70km zajęło nam 3 godziny. Chwała temu, ko polecił nam Mikulow jako bazę wypadową. Przed nami wciąż 930 km.
Dalsza jazda była dość monotonna, przerywana wyłącznie przystankami wymuszonymi przez potrzeby fizjologiczne. Na 30 km przed końcem ogarnęła nas głupawka. Zapewne to efekt zmęczenia i długotrwałej pozycji siedzącej powodującej ucisk na te partie nerwów, które zdecydowanie odpowiadają za zdrowy rozsądek.
Na miejsce dojechaliśmy ok. 19.00. Camping położony na skraju miasta, w otoczeniu zieleni, zapewniał nam wszystko czego było potrzeba do godnego noclegu. Rozbiliśmy nasz nowo zakupiony namiot i zabraliśmy się do pompowania materaca. Jakież było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że materac owszem jest, ale korka niet. Sprintem niemalże dotarliśmy do jedynego sklepu turystycznego w pobliżu, na chwilę przed zamknięciem i kupiliśmy ostatni materac. Wieczór zakończyliśmy winem i padliśmy.






