Punktualnie o 10.00 opuściliśmy kemping, wcześniej konsumując naprędce śniadanie. Przed nami 340 km do Werony, które udało nam się pokonać w cztery godziny. Podczas drogi utwierdziliśmy się w przekonaniu, że…
Punktualnie o 10.00 opuściliśmy kemping, wcześniej konsumując naprędce śniadanie. Przed nami 340 km do Werony, które udało nam się pokonać w cztery godziny. Podczas drogi utwierdziliśmy się w przekonaniu, że…
Budzik zadzwonił niemiłosiernie o 4 nad ranem. Chwilę później leżeliśmy na plaży, wtuleni w sienie i dwa koce, czekając na wschód słońca. Ten jednak nie nadchodził z oczekiwanego przez nas…
Owszem, budzik zadzwonił, ale ktoś go wyłączył, w efekcie czego wstaliśmy dopiero o 11! Wycieczkę do Alerii zaczęliśmy od piwa, bo w trakcie sjesty muzeum jest nieczynne. W trakcie konsumpcji…
Dziś dopadła nas pierwsza kłótnia. Nie wiadomo o co, nie wiadomo po co, ale zdeterminowała chwilowo nastrój. Po śniadaniu wyjechaliśmy na plażę, której piękno początkowo zostało przyćmione przez focha. Nie…
Cholera, że też na jednym Muscat Noir się nie skończyło. W efekcie nasze plany wyjazdowe spaliły na panewce. Śniadanie w porze lunchu, lunch w porze obiadu. Tego dnia otwarto basen…
Wyjechaliśmy do Bonifaccio z lekkim opóźnieniem w stosunku do planu, i tak też tam dotarliśmy. Tu na szczęście wszechogarniająca sjesta nie zawładnęła tym miejsce do końca. Wypłynęliśmy w rejs statkiem,…
Wstaliśmy dość późno, gdy słońce stało już wysoko na niebie. Poszliśmy spać jednak grubo po północy grając w karty do upadłego. Po szybkim śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku górzystego wnętrza wyspy….
Obudziliśmy się dość wcześnie. Przy śniadaniu dyskutowaliśmy na temat nieudolnie wykonanego przez Hitlera planu zawładnięcia światem, po czym poszliśmy na plażę, gdzie opalając się popijaliśmy remis a’la Łukasz. Na lunch…