Dzisiejszy dzień smakował nieco jak przygoda z filmu – trochę adrenaliny, trochę śmiechu, trochę wzruszeń i na koniec widoki, które długo zostają w głowie!
Wyruszyliśmy z Cirkewwa, bo to właśnie stąd (oprócz Valetty) odpływają promy na Gozo, a przeprawa trwa około 15-20 minut. Tyle w teorii. W praktyce… wiatr zrobił swoje. Morze było wzburzone, prom przechylał się na boki, a my z Mireczką śmiałyśmy się, że to dobra rozgrzewka przed planowaną wyprawą przez Cieśninę Drake’a. Jeśli tak ma wyglądać „delikatne preludium”, to może być grubo …
Blue Hole – piękno, żywioł i respekt
Spektakl wiatru i fal – dosłownie. Słońce, turkus wody, białe grzywy fal rozbijających się o skały. To takie miejsce gdzie czujesz jednocześnie zachwyt i ogromny respekt do natury. Zwłaszcza gdy na własne oczy widzisz jak fale przygniatają kogoś, kto podszedł w złe miejsce w złym czasie.
Wtedy dotarła do mnie wiadomość, że Lumelce, mojej kochanej Airedale Terrier, nic nie dolega poważnego ❤️ I tak, dokładnie w tym miejscu – z widokiem na szalejące morze w sercu – dla rozładowania moich emocji wypiłyśmy z Mirką i Asią maltańskie chardonnay. I powiem jedno: smakowało wyjątkowo dobrze.
Kościół, który widział papieży
Kolejny przystanek to Ta’ Pinu Basilica. To miejsce odwiedzone zarówno przez Jana Pawła II, jak i Benedykta XVI. Sam kościół robi wrażenie, ale… nie ukrywajmy – na Malcie kościołów jest tyle, że trudno się zachwycać każdym z osobna. To raczej element krajobrazu niż pojedyncza atrakcja.
Sól, wiatr i deszcz ze słońcem
Potem ruszyliśmy dalej – na północne wybrzeże, gdzie znajdują się słynne Xwejni Salt Pans. Miejsce, gdzie od wieków pozyskuje się sól morską. Proste, geometryczne baseny wykute w skale wyglądają świetnie nawet przy złej pogodzie. Ale my oczywiście trafiłyśmy na pełen pakiet: wiatr, deszcz, słońce i fale, które momentami odcinały dojście.
A potem wjechał lunch w Qbajjar Restaurant. Kalmary, bufala, zupa rybna i królik. Spieczonego kurczaka pomijam. A wszystko to z dodatkiem aperola. Tego potrzebowaliśmy!
Ramla Bay – bardziej „Instagram” niż faktyczny efekt wow
Słynna „czerwona” plaża. W rzeczywistości… bardziej ceglasta niż czerwona. Na żywo nie zrobiła na nas aż takiego wrażenia, jak się spodziewaliśmy. Ale trzeba jej oddać jedno – na zdjęciach wygląda fantastycznie. Jeśli dodać stromą drogę, którą pokonaliśmy, by do niej zjechać, to mamy obrazek wart wspomnienia.
Maltańskie „Stonehenge”
Trafiliśmy do jednego z najbardziej niezwykłych miejsc w tej części świata – megalitycznych świątyń, które często nazywane są „maltańskim Stonehenge”. Na Gozo znajduje się Ġgantija Temples, kompleks świątyń również starszych niż piramidy w Gizie. Nazwa „Ġgantija” pochodzi od słowa „gigant” albowiem według legend świątynie miały zostać zbudowane przez olbrzymów. I wszystko to wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Cytadela w Victorii – finał idealny
Cytadela ma historię sięgającą średniowiecza, ale miejsce było ufortyfikowane już w czasach fenickich i rzymskich. Przez wieki była schronieniem dla mieszkańców Gozo podczas najazdów piratów. Dziś to jedno z tych miejsc, gdzie historia spotyka się z widokiem, który zapiera dech. A my trafiliśmy na moment idealny: światło po deszczu, tęcza nad miastem, złote mury i dramatyczne niebo. Spektakl, którego nie da się zaplanować.
Gozo! Jesteś niesamowita i nie musisz mieć żadnych kompleksów!






