Ten wyjazd rowerowy kluł się w mojej głowie od jakiegoś czasu, aż w końcu postanowiłem go zrealizować wspólnie z Rafałem. Pobyt w hiszpańskim Calpe to nie tylko kilometry, przewyższenia czy piękne widoki, ale przede wszystkim wspólnie spędzony czas razem, z już dorosłym przecież synkiem. Nasz ośmiodniowy wyjazd do Hiszpanii był właśnie taki – pięć intensywnych dni na rowerach, dobra pogoda, świetne drogi i mnóstwo kolarskich emocji.
Naszą bazą zostało Hotel AR Diamante Beach Spa – miejsce doskonale znane wśród rowerzystów odwiedzających hiszpańskie wybrzeże Costa Blanca. Już od pierwszego dnia było widać, że hotel żyje kolarstwem. Rano grupy w strojach teamowych ruszały w góry, a wieczorem wszyscy wracali zmęczeni, ale z szerokim uśmiechem. Dokładnie tak jak my.
Costa Blanca – raj dla rowerzystów
Przez pięć dni przejechaliśmy łącznie 357 kilometrów i zrobiliśmy 4607 metrów przewyższenia. No może Rafał nieco więcej, gdyż ostatniego dnia się rozdzieliliśmy. Każdy dzień był trochę inny. Raz jechaliśmy spokojniej wzdłuż wybrzeża, innym razem wspinaliśmy się serpentynami w kierunku górskich miasteczek.
Okolice Calpe są stworzone do jazdy na rowerze. Asfalt jest świetny, kierowcy przyzwyczajeni do kolarzy, a widoki momentami wyglądają jak z pocztówki. Co chwilę pojawiały się palmy, skały wpadające do morza i małe hiszpańskie miejscowości, w których życie płynie zdecydowanie wolniej.
Największe wrażenie robiło jednak to, jak wiele osób przyjeżdża tam właśnie po to, żeby trenować. Spotykaliśmy amatorów, grupy zorganizowane i zawodowców. Spotkaliśmy też znajomych. W Calpe rower jest po prostu częścią codzienności.
Dzień w fabryce Gobik
Niezwykle interesującym punktem wyjazdu była wizyta w fabryce Gobik w Yeckla. Dla osób interesujących się kolarstwem to marka doskonale znana. A możliwość zobaczenia miejsca, gdzie powstają stroje, których używają tysiące kolarzy, w tym również my, była naprawdę ciekawym doświadczeniem. Fajnie było zobaczyć, ile pracy i detali kryje się za produktami, które później widzimy tylko na zdjęciach albo w sklepach.
Trafić na Vuelta Valencia? Bezcenne
Ostatni dzień przyniósł niespodziankę, której kompletnie się nie spodziewaliśmy. Trafiliśmy na wyścig Volta a la Comunidad Valenciana. Atmosfera była niesamowita. Nagle spokojne hiszpańskie drogi zamieniły się w prawdziwe kolarskie święto. Kibice przy trasie, samochody techniczne, motocykle i peleton przelatujący z ogromną prędkością – coś, co zawsze robi wrażenie, zwłaszcza jeśli ogląda się to na żywo, a nie tylko w telewizji. Dla nas, po kilku dniach własnej jazdy po tych samych drogach, oglądanie zawodowców na żywo miało jeszcze większy klimat i niosło większe emocje.
Więcej niż tylko rowery
Ten wyjazd był oczywiście o kolarstwie, ale to też fajny czas spędzony razem z synem. Czas, którego jest coraz mniej, gdy dziecko dorasta i zaczyna żyć własnym życiem. Dlatego te wspólne śniadania przed treningiem, kawa po trasie, rozmowy podczas podjazdów i planowanie kolejnego dnia wieczorem w hotelu to momenty warte pielęgnowania później w pamięci. Sama Hiszpania natomiast pokazała nam, dlaczego tylu rowerzystów wraca tam co roku. Idealny klimat, świetne drogi i atmosfera, która sprawia, że po prostu chce się jeździć, nawet jeśli wzniesienia, górki i góry dają w kość 🙂



